Skip to content
WYDAWCA

MASA PAKERA GANGSTERA/TO TYLKO MAFIA SOKOŁOWSKI SUMLIŃSKI

65,99 zł
Dostawa od 18,99 zł
ksiazkitanie.pl Zobacz w sklepie

Opis

1.

Masa. Jak stałem się bestią. Od pakera do gangstera Masa" nie zna litości. I w tej książce opowiada o wszystkim bez cienia litości – dla siebie, dla matki, dla sadystycznych kolegów z podwórka i ze szkoły, dla bezdusznego lekarza, który zniszczył mu karierę zapaśnika, dla nikogo. Szczery do bólu, ale nieobwiniający innych za to, że został bestią-gangsterem. Został, bo chciał być kimś, bo zapamiętywał wszystkich, którzy go poniżyli, i spokojnie czekał na zemstę. Ale nie czekał z założonymi rękami. Po raz pierwszy szczegółowo opisuje swoje katorżnicze treningi na siłowni, które zrobiły z niego 150-kilogramowe, siejące przerażenie monstrum. Po raz pierwszy przeczytasz jego szczere słowa o sterydach, dawkach, rodzajach i cyklach. Masa dawała siłę, siła dawała władzę, a władza dawała pieniądze i wpływy. Tak powstał Masa. 2.

TO TYLKO MAFIA HISTORIA NIEPRAWDOPODOBNIE PRAWDZIWA I GORSZA NIŻ SAMO PIEKŁO Major ABW, świadek koronny „Masa” i najbardziej inwigilowany dziennikarz śledczy w Polsce – o najważniejszych polskich politykach, „autorytetach” i służbach specjalnych, w opatrzonej klauzulą tajności historii o prawdziwej mafii, stanowiącej zapis nieprawdopodobnie prawdziwych wydarzeń – i gorszej niż samo piekło. O "establishmencie politycznym": „Kto najczęściej bywał w biurze Wiktora Kubiaka w Marriotcie? – Donald Tusk, Janusz Lewandowski, Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski, cała późniejsza polityczna elita. Był to w 1989, a już w styczniu 1991 prezydent Wałęsa powołał rząd Bieleckiego. Bez pieniędzy Kubiaka i „pułkowników" nie byłoby ani tego rządu, ani spektakularnych karier większości z tych polityków. Zrobili na tym wiele świetnych interesów”. * O pracownikach wywiadu wojskowego, gangsterach oraz ich interesach z rządzącymi Polską: „Kubiak nie krył się ze znajomością z Żemkiem. Widywałem go z Wiktorem dziesiątki razy, w biurze, na lunchach w Marriotcie. Żemek też chodził w wojskowym wywiadzie i to też nie było dla nas tajemnicą. Razem ukręcali duże pieniądze, przy których to, co nam wpadało z haraczy, „tirów", prostytutek, czy narkotyków, to drobne. W tamtym czasie imponowało nam, że trzymamy z takimi ludźmi. Było poczucie przynależności do kasty rządzącej, najwyższe kręgi. Mieli haki na wszystkich i trzęśli tym całym bagnem. „Starzy" pracowali pod ich dyktando, a oni wyświadczali przysługi. - Przysługi? - Tak, przysługi. Na przykład, gdy trzeba było uzyskać wielomilionową dotację, wyprać pieniądze, zrobić w mediach trochę propagandy, coś lub kogoś wykreować albo napiętnować, wyciągnąć z aresztu, załatwić świadectwo lekarskie, immunitet albo korzystny wyrok. Robili takie rzeczy setki razy i byli w tym naprawdę świetni”. *O tzw. „autorytetach moralnych”: „Mówi się, że śmierć jest częścią życia. Przemilczanie prawdziwych, poniżających okoliczności życia i śmierci Bronisława Geremka, człowieka upadłego i zdegenerowanego, który zginął w towarzystwie prostytutki, było nawet sensowne i aż nadto ludzkie. Ale potem z jego pogrzebu zrobiono show. Po co? W ostatniej drodze poprzedzonej uroczystą Mszą Świętą towarzyszyli profesorowi - ateiście prezydenci, marszałkowie Sejmu i Senatu, szefowie PE, biskupi i liczni księża, choć krzyża na grobie nie uświadczysz. Miało to w sobie znamiona symbolu: obraz państwa, w którym wszyscy coś lub kogoś udają, każdy wie, że to mistyfikacja, a jednak nikt z tym nic nie robi. Do dziś jedna z sejmowych sal nosi imię tego nieszczęśnika. Czy naprawdę nie ma w naszej historii autentycznych bohaterów i ludzi autentycznie godnych szacunku? Czy ktoś kiedyś odważy się skończyć z tą farsą?” * O kontrolerze NIK, Falzmannie, który badając aferę FOZZ "umarł" w niejasnych okolicznościach: „Kubiak z Paradowskim śmiali się później, że wszyscy kupili „zawał" Falzmanna i że w sumie nawet "zgrabnie to wyszło". Skompromitować, oskarżyć, postawić przed sądem, zamknąć w więzieniu, w którym może potem się powiesi – tak to działało. Zniszczyć reputację, odebrać wiarygodność, a dopiero na końcu życie pozorując samobójstwo – wszystko w takiej kolejności, to rozumiem. Ale „zawał serca"?”